23 osoby na jedno miejsce na medycynie. Rekordowa rekrutacja odsłania problem polskiej ochrony zdrowia

Kierunek lekarski jeszcze nigdy nie przyciągał tak wielu kandydatów. W niektórych miastach o jedno miejsce walczy ponad 20 osób, ale rekordowa liczba chętnych nie oznacza większej liczby przyszłych lekarzy. Ministerstwo Zdrowia nie planuje znacząco zwiększać limitów przyjęć, a eksperci wskazują na ograniczenia, które mogą wpłynąć na dostęp do opieki medycznej w Polsce.

Liczni studenci siedzący w ławkach w auli wykładowej. O rekordowej rekrutacji na medycynę przeczytasz na PZ.
Autor: AI/ Wygenerowane przez AI AI wygenerowany obraz do artykułu
  • Tegoroczna rekrutacja na studia medyczne bije wszelkie rekordy, a walka o indeks jest niezwykle zacięta.
  • Liczba kandydatów na jedno miejsce potrafi przekroczyć dwudziestu, co stawia przyszłych lekarzy przed ogromnym wyzwaniem.
  • Za bezprecedensową konkurencją stoją zarówno zwiększone roczniki maturzystów, jak i ograniczone możliwości uczelni.

Kierunki lekarskie przeżywają oblężenie. Rekordy rekrutacyjne zaskakują

W tym roku kierunki lekarskie na polskich uczelniach biją rekrutacyjne rekordy, co stawia przed kandydatami niezwykle trudne wyzwanie. Po pierwszym etapie naborów statystyki jasno pokazują, jak olbrzymia jest konkurencja, szczególnie na uczelniach medycznych.

Jak donosi "Gazeta Wyborcza", o jedno miejsce na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym walczy średnio 16,9 osób, w Lublinie - 14,5, a w Białymstoku ta liczba przekracza 23 kandydatów.

Te bezprecedensowe liczby nie wynikają wyłącznie z rosnącej popularności zawodu lekarza. W dużej mierze przyczynia się do nich także fakt, że o miejsca na uczelniach rywalizują znacznie liczniejsze roczniki maturzystów niż dotychczas. Przykładowo, w 2025 roku do matury przystąpiło 256 tys. osób, natomiast w tym roku było to już prawie 345 tys. uczniów.

Taki wzrost to pokłosie tzw. reformy sześciolatków, którą w przeszłości próbował wprowadzić rząd Donalda Tuska.

Poradnik Zdrowie - Mity medyczne i zaufanie do lekarzy

Liczba miejsc na studiach medycznych - czy jest szansa na więcej?

Mimo tak dużej liczby chętnych, dostępność miejsc na 39 uczelniach medycznych pozostała niemal na tym samym poziomie, co w ubiegłym roku.

Ministerstwo Zdrowia, odpowiedzialne za ustalanie limitów przyjęć, zwiększyło ich liczbę na kierunku lekarskim jedynie o 2 proc., a na lekarsko-dentystycznym o 4,4 proc. Pewnym rozwiązaniem problemu jest rosnąca liczba miejsc na uczelniach niemedycznych, które również uruchamiają kierunki lekarskie.

Placówki takie jak Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Targu i Nowym Sączu, filia Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Pile czy Politechnika Wrocławska oferują od 30 do 60 dodatkowych miejsc, co stanowi niewielki, choć istotny, impuls.

Dlaczego nie ma więcej miejsc? Ministerstwo i eksperci wyjaśniają

Zapytane o to, czy większa liczba kandydatów została uwzględniona przy ustalaniu limitów, Ministerstwo Zdrowia wskazało na dwie główne przyczyny. Po pierwsze, podkreślono ograniczone możliwości dydaktyczne uczelni. Po drugie, ministerstwo stwierdziło, że nie ma potrzeby kształcenia większej liczby lekarzy. Te argumenty znajdują potwierdzenie w opiniach ekspertów.

Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przyznaje, że tradycyjne uczelnie medyczne faktycznie nie są w stanie pomieścić więcej studentów. - "Wąskie gardło stanowią tutaj zajęcia w prosektorium oraz praktyki w szpitalach klinicznych" - wyjaśnia Kosikowski.

Dodał również, że zwiększenie liczby studentów na studiach stacjonarnych wiązałoby się z koniecznością ograniczenia limitów na studiach płatnych, prowadzonych w językach obcych. To właśnie te programy często stanowią kluczowe źródło utrzymania dla wielu placówek, co komplikuje możliwość dalszego rozszerzania rekrutacji.

SuperZdrowi
Choroba serca ukryta w genach. Dlaczego testy genetyczne są przyszłością kardiologii? SuperZdrowi