Zarysowana przez nią wizja to nie tylko walka o prestiż, ale przede wszystkim pragmatyczna próba ratowania niewydolnego systemu ochrony zdrowia poprzez lepsze wykorzystanie kadr, które już mamy.
Potencjał młodej i wykształconej kadry
Polscy fizjoterapeuci stanowią dziś unikalny kapitał ludzki, wyróżniając się na tle innych zawodów medycznych wyjątkowo niską średnią wieku, która nie przekracza czterdziestu lat. To grupa młoda, pełna energii i – co kluczowe – doskonale wykształcona na jednolitych, pięcioletnich studiach magisterskich. Inwestowanie w te kadry wydaje się jedyną logiczną drogą w obliczu starzejącego się personelu medycznego w innych sektorach.
– Dążymy do tego, by rozszerzyć kompetencje fizjoterapeutów. Kształcenie w Polsce jest na bardzo dobrym poziomie, mamy czym się chwalić i jako grupa medyczna mamy niską średnią wieku. To na pewno grupa, w którą warto inwestować w systemie – mówiła Agnieszka Stępień.
Bezpośredni dostęp jako klucz do oszczędności
Jednym z najbardziej odważnych, a zarazem najbardziej potrzebnych postulatów jest wprowadzenie tak zwanego bezpośredniego dostępu pacjenta do fizjoterapeuty w ramach systemu publicznego. Choć w sektorze prywatnym Polacy od dawna korzystają z pomocy specjalistów bez skierowania, w NFZ wciąż obowiązuje skomplikowana ścieżka biurokratyczna. Doświadczenia z innych krajów oraz praktyka komercyjna pokazują jednak, że szybsze rozpoczęcie terapii nie tylko drastycznie skraca czas rekonwalescencji i absencji chorobowej, ale też generuje ogromne oszczędności, eliminując zbędne wizyty u lekarzy pierwszego kontaktu.
– To szaleństwo? Nie, to bardzo dobrze już funkcjonuje w systemie komercyjnym. Analiza spraw przeciwko fizjoterapeutom pokazuje, że takich sytuacji, gdzie wykazane są pewne zaniedbania czy ryzyka, jest bardzo niewiele. Szybciej przywracamy człowieka do funkcjonowania, mniej jest czasu na zwolnieniu lekarskim i praktycznie nie obserwujemy zdarzeń niepożądanych – wyjaśniała Agnieszka Stępień.
Bariery diagnostyczne i administracyjne
Równie istotną barierą jest brak uprawnień do zlecania podstawowej diagnostyki obrazowej. Obecnie fizjoterapeuta, pracujący na przykład z dzieckiem cierpiącym na skoliozę, często musi prosić rodziców o powrót do lekarza tylko po to, by uzyskać skierowanie na niezbędne zdjęcie rentgenowskie. To tworzy niepotrzebne kolejki i obciąża system, zwłaszcza że fizjoterapeuci z wysokimi kwalifikacjami są w pełni przygotowani do interpretacji takich wyników na potrzeby planowanej terapii. Równie pomocne byłoby umożliwienie im wystawiania krótkich, dwu- lub trzydniowych zwolnień lekarskich w stanach ostrych, co pozwoliłoby pacjentom z nagłym bólem kręgosłupa czy urazem na natychmiastową regenerację bez konieczności szukania terminów u lekarzy specjalistów.
– Do zaplanowania odpowiedniej terapii muszę mieć obraz na zdjęciu rentgenowskim. I teraz nie mogę tego zlecić, mimo tego, że mam tytuł naukowy czy specjalizację. Muszę skierować mamę z dzieckiem do lekarza, a on wcale nie musi wystawić tego skierowania, jeżeli uzna, że nie jest to zasadne – tłumaczyła Agnieszka Stępień.
Współpraca ponad podziałami zawodowymi
Co najważniejsze, te dążenia do większej samodzielności nie odbywają się w atmosferze konfliktu z innymi profesjami. Wręcz przeciwnie, Agnieszka Stępień podkreśla ścisłą i pełną zrozumienia współpracę z Prezydium Naczelnej Izby Lekarskiej oraz Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych. Wspólne rozmowy o uzupełnianiu się kompetencji pokazują, że środowisko medyczne dojrzewa do modelu holistycznego, w którym fizjoterapeuta nie jest jedynie wykonawcą poleceń, ale autonomicznym partnerem w procesie leczenia.
– Bardzo blisko współpracujemy z Prezydium Naczelnej Izby Lekarskiej, którzy wykazują bardzo duże zrozumienie. Rozmawiamy o tym, jak oddzielić nasze kompetencje i w czym się uzupełniają. Inne grupy medyków są bardzo otwarte na nas, a my szanujemy ich uprawnienia. Idą zmiany i tego życzę wszystkim – podsumowała Agnieszka Stępień.