Płacili lekarzom "na słowo". Audyt ujawnił, co działo się w stołecznym szpitalu

110 godzin nieprzerwanego dyżuru, blisko 400 godzin pracy w miesiącu i wypłaty rozliczane "na słowo". Audyt w Szpitalu Południowym w Warszawie ujawnił nieprawidłowości, które mogą wpływać na bezpieczeństwo pacjentów, organizację pracy SOR i wydawanie publicznych pieniędzy.

Lekarz śpiący na biurku pełnym dokumentów. W tle widać SOR i pacjentów. O wynikach audytu szpitali czytaj na Poradnik Zdrowie.
Autor: AI/ Wygenerowane przez AI AI wygenerowany obraz do artykułu
  • Stołeczny Szpital Południowy w Warszawie znalazł się w ogniu krytyki po audycie, który ujawnił rażące nieprawidłowości w zarządzaniu i rozliczaniu czasu pracy personelu.
  • Skala uchybień jest na tyle poważna, że obejmuje dyżury trwające ponad 100 godzin, płatności "na słowo" i podejrzenia o oszustwa na ponad pół miliona złotych.
  • Wyniki kontroli prowadzą do daleko idących zmian w miejskich placówkach zdrowotnych, które mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa pacjentów i transparentności finansowej.

Ogólnopolski problem w stołecznym szpitalu: Audyt ujawnia szokujące praktyki

Audyt przeprowadzony we wszystkich miejskich szpitalach Warszawy obnażył szereg nieprawidłowości, z których najpoważniejsze dotyczą Szpitala Południowego. W placówce tej wykryto niezgodności w rozliczaniu czasu pracy, dyżury trwające wiele godzin bez przerwy oraz przypadki opłacania pracy w dwóch miejscach jednocześnie.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że dla Szpitala Południowego wydano 44 konkretne zalecenia, które są już wdrażane, a ich realizacja będzie rygorystycznie kontrolowana. To odkrycie rzuca światło na systemowe problemy w opiece zdrowotnej, ale także na konkretne uchybienia w zarządzaniu, które w części mogą skutkować postępowaniem prokuratury.

Choć kontrola nie dotyczyła bezpośrednio jakości leczenia pacjentów, nieprawidłowości w organizacji pracy, takie jak niedostateczna obsada dyżurów czy długie oczekiwanie karetek przed SOR-em, mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo i komfort chorych.

W innych miejskich szpitalach audytorzy stwierdzili głównie uchybienia formalne, jednak skala problemów w Szpitalu Południowym wywołała obawy o transparentność i efektywność wydawania publicznych pieniędzy.

Poradnik Zdrowie – Sztuczna inteligencja w zdrowiu: szanse i zagrożenia

Dyżury trwające bez końca i niekontrolowane rozliczenia w Szpitalu Południowym

Jednym z najbardziej alarmujących wniosków audytu jest brak kontroli nad czasem pracy, zwłaszcza w kontekście lekarzy kontraktowych. Jak zaznaczył prezydent Trzaskowski, lekarze zatrudnieni na etacie są chronieni przepisami o czasie pracy i muszą odpoczywać, natomiast lekarzy na kontraktach nie ograniczają żadne regulacje w tej kwestii. Przełożyło się to na drastyczne naruszenia norm, czego dowodem są:

  • dyżury trwające 48, 60, a nawet 72 godziny bez przerwy;
  • rekordowy dyżur w Szpitalu Południowym wynoszący 110 godzin, czyli niemal pięć dób;
  • jeden z lekarzy przepracował blisko 400 godzin miesięcznie.

Audyt wykazał również, że szpital nie korzystał z elektronicznego systemu wejść i wyjść, mimo że był on dostępny. Zamiast tego, płacono lekarzom na podstawie grafików i oświadczeń, czyli "na słowo". To otworzyło drogę do rozliczania pracy jednocześnie w dwóch miejscach, co w efekcie oznaczało wypłatę podwójnego wynagrodzenia za ten sam czas pracy.

Co więcej, w badanym okresie Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na Szpital Południowy kary w wysokości niemal 1,3 miliona złotych, między innymi za zbyt długie oczekiwanie karetek na przekazanie pacjenta na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

Kontrolerzy stwierdzili także uchybienia w obsadzie. Dokumentacja nie potwierdzała obecności wymaganego lekarza systemu na niektórych dyżurach, a rejestracja w SOR-ze w dni robocze bywała obsługiwana przez jedną osobę zamiast dwóch, co bezpośrednio wpływa na sprawność obsługi pacjentów.

Kontrowersyjny koordynator SOR-u i miliony na podejrzanych umowach

Szczególnie bulwersującym przypadkiem, ujawnionym przez audyt, jest historia koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Okazało się, że stanowisko to formalnie nie istniało w regulaminie organizacyjnym szpitala, mimo że placówka przez półtora roku płaciła za tę funkcję. Nie prowadzono również dokładnej ewidencji, za co konkretnie te pieniądze były wypłacane.

Stawka godzinowa dla młodego lekarza, będącego na drugim roku specjalizacji, rosła błyskawicznie - z 230 zł na 300 zł, a potem na 330 zł za godzinę, przewyższając zarobki doświadczonych specjalistów. Co ciekawe, szpital, posiadając ważną umowę z tym lekarzem, rozpisał nowy konkurs i zaproponował mu kolejną umowę z jeszcze wyższą stawką.

Ten sam lekarz miał również osobną umowę na 10 tysięcy złotych miesięcznie za czynności, które częściowo pokrywały się z jego dyżurami. Co więcej, jako koordynator SOR-u miał dostęp do szpitalnych kamer, a szpital nie prowadził żadnego rejestru osób mających dostęp do monitoringu ani czasu jego używania.

Audyt ujawnił również, że ta sama osoba, mając uprawnienia w systemie informatycznym, zatwierdzała własne dokumenty rozliczeniowe, co pozwalało jej edytować grafiki stanowiące podstawę jej własnych wypłat. Kiedy sprawa wyszła na jaw, lekarz złożył 33 korekty rachunków na kwotę przekraczającą pół miliona złotych.

Prezydent Trzaskowski podkreślił, że większość tych nieprawidłowości dotyczyła właśnie tego jednego lekarza, który obecnie nie pracuje już w Szpitalu Południowym. Co ciekawe, przeprowadzona kontrola w przychodni w Ursusie, gdzie pracował wspomniany koordynator SOR-u, wykazała, że tamtejsze rozliczenia i dokumentacja były w porządku.

Warszawa reaguje: Koniec płacenia "na słowo" i apel do ustawodawcy

W odpowiedzi na wyniki audytu, ratusz zapowiedział natychmiastowe i systemowe zmiany. We wszystkich miejskich szpitalach wprowadzona zostanie rejestracja rzeczywistych wejść i wyjść lekarzy. - "Koniec płacenia na słowo" - podkreślił Rafał Trzaskowski. Prezydent Warszawy zaapelował również do ustawodawcy o stworzenie ogólnopolskiego rejestru czasu pracy lekarzy, co mogłoby zapobiec podobnym nadużyciom w całym kraju.

Wśród kolejnych kluczowych zmian zaplanowanych dla stołecznej służby zdrowia znajdują się:

  • Koniec umów bez zasad: każda funkcja musi być jasno opisana w dokumentach, każda umowa ma mieć górny limit finansowy, a każda podwyżka wymaga pisemnego uzasadnienia.
  • Bezpieczeństwo pacjenta ponad wszystko: zapewnienie obecności lekarza systemu na każdym dyżurze oraz podwójnej obsady rejestracji na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

Wiceprezydent Warszawy Izabela Marcewicz-Jendrysik, odpowiedzialna za zdrowie, zapowiedziała, że zalecenia audytorów są zbieżne z planowanymi w urzędzie zmianami. Kluczowym krokiem będzie scentralizowanie nadzoru nad warszawskimi szpitalami poprzez przeniesienie kompetencji z Biura Ładu Korporacyjnego do Biura Polityki Zdrowotnej.

Ponadto powołany zostanie zespół specjalistów, który opracuje instrukcje dla szpitali dotyczące konkursów na świadczenia zdrowotne, a także wprowadzony zostanie system monitorujący czas pracy lekarzy.

Audyty dostępne publicznie i apel o zaufanie

Ratusz podjął decyzję o opublikowaniu wszystkich audytów. Zostaną one udostępnione na stronach miasta od piątku, po uprzedniej anonimizacji danych osobowych i weryfikacji pod kątem tajemnicy przedsiębiorstwa. Rafał Trzaskowski zaapelował jednocześnie, by nie atakować lekarzy i nie podważać ich zaufania. - "Robimy absolutnie wszystko, żeby sprawę wyjaśnić do spodu, w sposób bezprecedensowy.

Właśnie po to, żeby odzyskać zaufanie do lekarza. Pozwólmy naszym lekarzom, pielęgniarkom i personelowi medycznemu spokojnie pracować w warszawskich szpitalach, również w Szpitalu Południowym" - powiedział. Zapewnił, że Szpital Południowy funkcjonuje normalnie, a część zaleceń została już wdrożona, np. działa dodatkowy trzeci zespół dyżurny, aby karetki nie czekały przed SOR-em.

Uruchomienie audytów było bezpośrednią konsekwencją publikacji portalu Zero.pl, który opisał sprawę lekarza i byłego radnego KO Dawida Kacprzyka. Jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym oraz radny warszawskiej dzielnicy Ursus, miał on zarobić 1,6 miliona złotych w ciągu roku podczas specjalizacji z anestezjologii.

Dziennikarze ujawnili również, że na oddziale zarządzanym przez Kacprzyka, politycy KO mieli być przyjmowani poza kolejnością i poddawani kompleksowym badaniom niemal natychmiast po rejestracji. W związku z tymi doniesieniami wszczęto już dwa śledztwa prokuratorskie: jedno dotyczące oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych, drugie - nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Ponadto w miejskich szpitalach trwają kontrole prowadzone przez Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Państwową Inspekcję Pracy.

SuperZdrowi
Walka z otyłością – od czego zacząć leczenie? SuperZdrowi