Przygotowana przez Ministerstwo Zdrowia nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty nie ogranicza się do jednej korekty. Resort proponuje zmianę kilku następujących po sobie etapów kształcenia: praktycznej nauki podczas studiów, stażu podyplomowego, Lekarskiego Egzaminu Końcowego, wyboru miejsca specjalizacji, oceny kompetencji rezydentów oraz późniejszego doskonalenia zawodowego.
Punktem wyjścia jest rosnąca liczba osób przyjmowanych na kierunek lekarski. Według wiceminister Katarzyny Kęckiej limit przyjęć na pierwszy rok ma wynosić około 9 tys. osób. Oznacza to, że w kolejnych latach system ochrony zdrowia będzie przyjmował znacznie większe roczniki absolwentów niż wcześniej.
Sama większa liczba lekarzy nie gwarantuje jednak poprawy bezpieczeństwa i dostępności świadczeń. Zdaniem resortu konieczne jest jednoczesne podniesienie praktycznego wymiaru studiów, rzeczywiste sprawdzanie wiedzy oraz takie planowanie specjalizacji, aby nowe kadry trafiały również poza największe miasta.
– Mamy bardzo dużą liczbę studentów. Limit przyjęć na pierwszy rok kierunku lekarskiego będzie oscylował wokół dziewięciu tysięcy osób. Zależy nam więc przede wszystkim na tym, żeby student został dobrze wykształcony. W przypadku wszystkich zawodów medycznych mamy kształcenie odbywa się w oparciu o standardy kształcenia, czyli minimalne wymagania, które uczelnia musi spełniać. Jej zadaniem jest przygotowanie studenta do przyszłej pracy z pacjentem. Pierwszym elementem jest zatem jakość kształcenia przeddyplomowego, a drugim — praktyczne przygotowanie absolwenta do wykonywania zawodu – wyjaśnia Katarzyna Kęcka
Staż podyplomowy krótszy o ponad połowę
Najdalej idącą zmianą ma być skrócenie stażu podyplomowego do sześciu miesięcy. Obecnie staż lekarza trwa 13 miesięcy, a lekarza dentysty 12 miesięcy. Jest to okres praktycznej pracy pod nadzorem, podczas którego absolwent zdobywa doświadczenie między innymi w zakresie chorób wewnętrznych, pediatrii, chirurgii, medycyny rodzinnej i medycyny ratunkowej.
Ministerstwo uważa jednak, że część programu stażu powtarza kompetencje, które powinny zostać nabyte wcześniej — przede wszystkim podczas szóstego roku studiów. Zgodnie z przyjętym przez resort założeniem uczelnia nie powinna wydawać dyplomu osobie, która dopiero po zakończeniu studiów zaczyna uczyć się podstawowego kontaktu z pacjentem.
Między pierwszym a piątym rokiem studenci realizują łącznie 600 godzin praktyk. Natomiast szósty rok, który co do zasady jest rokiem praktycznym, obejmuje 900 godzin klinicznego kształcenia praktycznego. To właśnie na tym roku student ma zastosować wszystko, czego wcześniej się nauczył. Szósty rok jest kluczowy. Staż podyplomowy w dużej mierze powiela te same umiejętności i daje te same efekty kształcenia – argumentuje wiceminister.
Katarzyna Kęcka przyznaje, że w trakcie rozmów z uczelniami pojawiał się postulat jeszcze dalej idący — całkowitego zniesienia stażu. Ministerstwo nie zdecydowało się na taki krok. Sześciomiesięczny okres ma być rozwiązaniem pośrednim pomiędzy propozycją uczelni a obawami studentów i samorządu lekarskiego.
– Postulat uczelni był taki, żeby w ogóle zrezygnować ze stażu podyplomowego. My, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom studentów i zgłaszanym obawom, proponujemy skrócenie go do pół roku. Chcemy również pozostawić odpowiedni czas na przygotowanie, aby student, wchodząc w rok akademicki, wiedział, że musi inaczej podejść do szóstego roku. Do tej pory część osób mogła zakładać, że po studiach czeka je jeszcze kolejny rok nauki. Po zmianach szósty rok będzie musiał być traktowany jako rzeczywiste przygotowanie do wykonywania zawodu – mówi wiceminister.
Resort wskazuje również na finansowy aspekt reformy. Według danych przywołanych przez Katarzynę Kęcką kształcenie studentów medycyny kosztuje państwo około 3 mld zł rocznie, natomiast finansowanie staży podyplomowych — około 1,2 mld zł.
Nie oznacza to, że skrócenie stażu ma być wyłącznie działaniem oszczędnościowym. Ministerstwo przekonuje, że podstawowym celem jest usunięcie powtórzeń między dwoma etapami kształcenia oraz szybsze przechodzenie absolwentów do szkolenia specjalizacyjnego.
Więcej praktyki na studiach i obowiązkowa weryfikacja umiejętności
Plan skrócenia stażu jest bezpośrednio związany ze zmianą sposobu kształcenia studentów. Resort chce, aby większa część praktycznego przygotowania odbywała się przed uzyskaniem dyplomu — na oddziałach klinicznych, w centrach symulacji medycznej oraz podczas zajęć z pacjentami standaryzowanymi.
Pacjent standaryzowany to odpowiednio przygotowana osoba odgrywająca określony scenariusz kliniczny. Student musi między innymi zebrać wywiad, właściwie się komunikować, przeprowadzić badanie, rozpoznać problem oraz zaproponować dalsze postępowanie.
Weryfikacji praktycznych umiejętności mają służyć egzaminy OSCE, czyli obiektywne strukturyzowane egzaminy kliniczne. Zamiast odpowiadać wyłącznie na pytania testowe student przechodzi przez serię stanowisk, na których wykonuje konkretne zadania.
– Od 2024 roku obowiązuje zmieniony standard kształcenia, w którym mamy bardzo dużo konkretnych umiejętności praktycznych. Do ich zdobywania służą między innymi centra symulacji medycznej. Oprócz symulatorów wysokiej wierności studenci mają możliwość pracy z tak zwanym pacjentem standaryzowanym, czyli z prawdziwym człowiekiem przygotowanym do określonej sytuacji klinicznej. Wprowadzane są również egzaminy OSCE — strukturyzowane egzaminy praktyczne, podczas których student musi zaliczyć konkretne umiejętności w danym obszarze – wyjaśnia Katarzyna Kęcka.
W praktyce oznacza to zmianę filozofii kształcenia. Ukończenie studiów ma potwierdzać nie tylko opanowanie wiedzy teoretycznej, ale również gotowość do wykonywania podstawowych czynności i bezpiecznej komunikacji z pacjentem.
Koniec uczenia się odpowiedzi z jawnej bazy LEK
Ministerstwo zamierza również zmienić Lekarski Egzamin Końcowy oraz Lekarsko-Dentystyczny Egzamin Końcowy. Obecnie duża część pytań egzaminacyjnych pochodzi z publicznej bazy. Pozwala to kandydatom ćwiczyć na dokładnie tych samych zadaniach, które mogą później pojawić się podczas egzaminu.
Wokół LEK rozwinął się system kursów, aplikacji i metod nauki skoncentrowanych na zapamiętywaniu konkretnych pytań oraz prawidłowych odpowiedzi. Zdaniem resortu taki model nie daje pewności, czy wysoki wynik rzeczywiście odzwierciedla szeroką wiedzę medyczną.
Po zmianie baza ma być niejawna przed egzaminem. Pytania będą przygotowywane w oparciu o efekty kształcenia wymagane od absolwenta studiów lekarskich lub lekarsko-dentystycznych. Po zakończeniu danej sesji egzaminacyjnej mają natomiast zostać opublikowane.
– Dzisiaj studenci mają bazę około trzech tysięcy pytań i mogą się ich nauczyć. Człowiek jest w stanie opanować bardzo dużą liczbę takich zadań, ale nam zależy na tym, żeby sprawdzić jego faktyczną wiedzę. Po zmianie baza będzie niejawna. Student będzie musiał uczyć się przez całe sześć lat, a pytania do LEK i LDEK będą przygotowywane na podstawie efektów kształcenia. Jedyna zasadnicza zmiana polega na tym, że kandydat nie będzie znał pytań wcześniej. Po egzaminie zostaną one odtajnione i opublikowane, żeby absolwenci mogli zobaczyć, jaki był poziom i jak sobie poradzili – mówi wiceminister.
Model ma więc przypominać inne egzaminy państwowe: kandydat może korzystać z arkuszy z wcześniejszych lat, ale nie zna pytań, które zostaną wykorzystane w jego sesji.
Wynik LEK nadal będzie miał istotne znaczenie podczas ubiegania się o miejsce specjalizacyjne. Ministerstwo zakłada, że dzięki niejawnej bazie stanie się bardziej miarodajnym narzędziem porównywania wiedzy kandydatów.
Rezydentury bliżej pacjentów i poza największymi miastami
Kolejny obszar reformy dotyczy rozmieszczenia miejsc specjalizacyjnych. Resort zwraca uwagę, że młodzi lekarze najczęściej wybierają duże miasta i ośrodki akademickie. Jednocześnie część miejsc rezydenckich w mniejszych szpitalach lub słabiej obsadzonych województwach pozostaje niewykorzystana.
Ministerstwo chce, aby wojewoda przypisywał finansowane przez państwo miejsca rezydenckie do konkretnych akredytowanych placówek. Podstawą decyzji mają być między innymi mapy potrzeb zdrowotnych, pokazujące, gdzie występują największe niedobory poszczególnych specjalistów.
– W tej chwili mamy bardzo dużo młodych lekarzy w dużych miastach. Jednocześnie są województwa, w których miejsca rezydenckie pozostają niewykorzystane, ponieważ młodzi lekarze nie chcą tam rozpoczynać specjalizacji. Trzeba jednak spojrzeć również z perspektywy podmiotu, który ma obowiązek zabezpieczyć potrzeby zdrowotne mieszkańców. Skoro kształcimy tak dużą liczbę studentów, chcemy, aby absolwenci w drodze rezydentury trafiali także do województw, w których lekarzy jest mniej – mówi Katarzyna Kęcka.
W proponowanym modelu wojewoda będzie wskazywał, w których jednostkach potrzebne są miejsca rezydenckie. Lekarz nadal będzie uczestniczył w postępowaniu kwalifikacyjnym i określał swoje preferencje, ale wybór będzie dotyczył miejsc wcześniej przypisanych do określonych placówek.
– Chodzi o to, aby wojewoda, opierając się na mapach potrzeb zdrowotnych, przydzielał miejsca rezydenckie tam, gdzie są one faktycznie potrzebne i gdzie z obecności młodego lekarza skorzysta pacjent. Osoby z najwyższą liczbą punktów z Lekarskiego Egzaminu Końcowego będą miały największe możliwości wyboru. Jednocześnie chcemy lepiej wykorzystywać miejsca w mniejszych ośrodkach, które dzisiaj mają akredytację, ale nie znajdują kandydatów – wyjaśnia wiceminister.
Miejsce rezydenckie zostanie w szpitalu
Istotną zmianą ma być także sposób przenoszenia się pomiędzy placówkami. Obecnie lekarz zmieniający jednostkę może w określonych sytuacjach przenieść finansowane miejsce rezydenckie do nowego szpitala.
Po reformie miejsce ma pozostać w jednostce, do której pierwotnie zostało przydzielone. Lekarz nadal będzie mógł zmienić placówkę, ale w nowym ośrodku będzie musiało istnieć wolne miejsce szkoleniowe i odpowiednie finansowanie.
– Lekarz będzie mógł się przenieść, ponieważ zdarzają się sytuacje losowe i rodzinne. Różnica będzie jednak polegała na tym, że miejsce rezydenckie pozostanie w danej jednostce. Dzisiaj rezydent może je ze sobą zabrać. Po zmianach, aby przejść do innej placówki, będzie musiało zwolnić się tam miejsce. Dzięki temu szpital, któremu przyznano rezydenturę ze względu na potrzeby mieszkańców, nie straci jej po kilku miesiącach – tłumaczy Katarzyna Kęcka.
Resort przekonuje, że specjalizacja w mniejszej jednostce nie musi oznaczać gorszej jakości szkolenia. W dużych klinikach problemem bywa zbyt duża liczba rezydentów konkurujących o udział w zabiegach i możliwość wykonania procedur wymaganych programem specjalizacji. Sami rezydenci mówią, że istnieją oddziały i kliniki, w których nie mogą wykonać wymaganych procedur, ponieważ lekarzy szkolących się jest zbyt wielu. Zdarzają się sytuacje, w których losuje się, kto danego dnia pójdzie do zabiegu. Nie tak powinno być. Jeżeli na oddziale jest dwóch lub trzech rezydentów, kierownik specjalizacji ma zupełnie inny komfort pracy z nimi. Młody lekarz może od początku, pod odpowiednim nadzorem, zajmować się pacjentami i szybciej zdobywać rzeczywiste doświadczenie – argumentuje wiceminister.
Dodatkowy egzamin przed większą samodzielnością rezydenta
Ministerstwo chce wprowadzić Państwowy Egzamin Kompetencyjny. Ma być on przeprowadzany po ukończeniu określonego etapu specjalizacji i potwierdzać, że rezydent posiada wiedzę oraz umiejętności pozwalające mu na większą samodzielność.
Chodzi między innymi o możliwość pełnienia samodzielnych dyżurów oraz przyjmowania pacjentów w poradni specjalistycznej. Obecnie takie uprawnienia są związane przede wszystkim z długością odbytego szkolenia i zgodą osoby nadzorującej. Zdaniem resortu brakuje natomiast jednolitego, obiektywnego sprawdzenia kompetencji lekarza.
– Lekarz odbywający specjalizację po określonym czasie może przyjmować pacjentów na przykład w poradni specjalistycznej, ponieważ ma już wiedzę z danej dziedziny. Do tej pory nikt jednak nie weryfikował tego w sposób obiektywny i jednolity dla wszystkich. Dlatego wprowadzamy Państwowy Egzamin Kompetencyjny po określonym module specjalizacji. Chcemy sprawdzić, czy młody lekarz, który ma już samodzielnie przyjmować pacjentów, rzeczywiście posiada przynajmniej podstawowy zasób wiedzy i umiejętności potrzebnych do bezpiecznej pracy – mówi Katarzyna Kęcka.
Egzamin nie ma zastąpić Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego kończącego całą specjalizację. Będzie dodatkowym punktem kontrolnym, umożliwiającym potwierdzenie kompetencji na wcześniejszym etapie szkolenia.
Uproszczona ścieżka dla lekarzy spoza UE zostanie wygaszona
Resort planuje zakończyć specjalny tryb dopuszczania do zawodu lekarzy i lekarzy dentystów posiadających dyplomy spoza Unii Europejskiej.
Uproszczoną procedurę wprowadzono w okresie pandemii COVID-19, kiedy system ochrony zdrowia pilnie potrzebował dodatkowego personelu. Później korzystali z niej w znacznym stopniu lekarze przyjeżdżający do Polski po rozpoczęciu wojny w Ukrainie.
Według szacunku przedstawionego przez Katarzynę Kęcką w uproszczonym trybie uprawnienia uzyskało około 4,5 tys. lekarzy spoza UE.
– To rozwiązanie zostało przygotowane w czasie COVID-19, kiedy zmagaliśmy się z bardzo dużymi brakami kadrowymi. Później znalazło szerokie zastosowanie po wybuchu wojny w Ukrainie. Biorąc jednak pod uwagę liczbę absolwentów, których polskie uczelnie będą wypuszczać każdego roku, możemy już w większym stopniu oprzeć system na naszych zasobach. Dlatego wygaszamy tryb uproszczony i wracamy do standardowych zasad uznawania kwalifikacji – wyjaśnia wiceminister.
Lekarze przyjeżdżający spoza Unii Europejskiej ponownie mają przechodzić pełną procedurę potwierdzania wykształcenia, kwalifikacji zawodowych i znajomości języka polskiego. Ministerstwo uzasadnia zmianę potrzebą stosowania porównywalnych wymagań wobec wszystkich osób wykonujących zawód.
Punkty edukacyjne nie będą już tylko formalnością
Ostatni duży element reformy dotyczy lekarzy, którzy od dawna posiadają prawo wykonywania zawodu. Ministerstwo chce skuteczniej egzekwować obowiązek doskonalenia zawodowego.
Lekarze są zobowiązani do regularnego aktualizowania wiedzy i zbierania punktów edukacyjnych, między innymi za udział w kursach, konferencjach, webinarach, szkoleniach i działalności naukowej. Do tej pory niespełnienie obowiązku nie prowadziło jednak automatycznie do zawieszenia możliwości pracy.
Projekt przewiduje, że lekarz, który nie zgromadzi odpowiedniej liczby punktów, otrzyma dodatkowy czas na uzupełnienie braków. Jeśli nadal tego nie zrobi, jego prawo wykonywania zawodu będzie mogło zostać zawieszone do czasu spełnienia wymagań.
– Każdy profesjonalista medyczny ma obowiązek kształcić się przez całe życie. Sama uzyskałam uprawnienia zawodowe 30 lat temu. Medycyna czy pielęgniarstwo sprzed 30 lat i te dzisiejsze to zupełnie inne światy. Mamy ogromny przeskok technologiczny, nowe dowody naukowe, rozwiązania diagnostyczne i możliwości leczenia. Jako medycy musimy nadążać za aktualną wiedzą i wprowadzać ją do codziennej pracy. Do tej pory taki obowiązek istniał, ale nie był skutecznie weryfikowany i brakowało narzędzi do jego egzekwowania – mówi Katarzyna Kęcka.
- Projektujemy mechanizm, w którym osoba nieposiadająca wymaganej liczby punktów dostanie określony czas na ich uzupełnienie. Dopiero jeżeli tego nie zrobi, będzie miała zawieszone prawo wykonywania zawodu. Możliwości zdobywania punktów jest obecnie bardzo dużo, a ponadto planujemy wprowadzenie dodatkowego typu kursów dedykowanych specjalistom w poszczególnych dziedzinach – co z jednej strony ułatwi wypełnienie obowiązku doskonalenia zawodowego a z drugiej ukierunkuje je na kluczowe obszary wymagające aktualizacji wiedzy . Nie chodzi o stworzenie dodatkowego obciążenia, ale o pewność, że osoba lecząca pacjentów rzeczywiście korzysta z aktualnej wiedzy medycznej – podkreśla wiceminister.
Co reforma ma zmienić z perspektywy pacjenta?
Choć większość proponowanych przepisów dotyczy organizacji kształcenia i kariery zawodowej lekarzy, Ministerstwo przedstawia reformę przede wszystkim jako zmianę dla pacjentów.
Krótszy staż ma szybciej otwierać absolwentom drogę do specjalizacji, ale jednocześnie praktyczne przygotowanie ma być silniej sprawdzane już na studiach. Niejawna baza LEK ma ograniczyć uczenie się gotowych odpowiedzi. Rezydentury mają trafiać do regionów, w których szczególnie brakuje lekarzy. Państwowy Egzamin Kompetencyjny ma potwierdzać przygotowanie rezydenta do bardziej samodzielnej pracy, a obowiązek doskonalenia zawodowego ma gwarantować aktualność wiedzy doświadczonych medyków.
– Przyzwyczailiśmy się mówić głównie o lekarzach, pielęgniarkach i innych profesjonalistach medycznych, ale tak naprawdę mamy przede wszystkim obowiązek wobec pacjentów. Te zmiany są dla pacjenta — po to, aby wiedział, z kim ma do czynienia, i miał pewność, że młody lekarz został wykształcony według standardów, przeszedł właściwą ścieżkę kształcenia, a jego wiedza została sprawdzona. Zależy nam na tym, żeby pacjent miał wokół siebie medyków dobrze wykształconych, którzy nie boją się kontaktu z pacjentem i dają mu pełne poczucie bezpieczeństwa – podsumowuje Katarzyna Kęcka.
Projekt pozostaje propozycją Ministerstwa Zdrowia i może jeszcze zostać zmieniony w wyniku konsultacji oraz kolejnych etapów procesu legislacyjnego. Ostateczny wpływ reformy będzie zależał nie tylko od brzmienia ustawy, lecz także od szczegółowych programów stażu, standardów egzaminacyjnych, jakości miejsc specjalizacyjnych oraz sposobu weryfikowania kompetencji lekarzy.