Coraz dłuższa droga do porodówki staje się normą. NFZ rozważa finansowanie porodów domowych

Jeszcze kilka lat temu porodówka była często dostępna w najbliższym powiatowym szpitalu. Dziś dla tysięcy kobiet poród oznacza podróż trwającą ponad godzinę. Zamykane oddziały położnicze, rekordowo niska liczba urodzeń i nowe plany Ministerstwa Zdrowia zmieniają mapę opieki okołoporodowej w Polsce. W centrum dyskusji znalazły się porody domowe, Domy Narodzin i przyszłość lokalnych porodówek.

Rodząca kobieta, wspierana przez partnera trzymającego ją za rękę i położną w masce, doświadcza skurczów. Kobieta ma zaciśnięte usta, co symbolizuje wysiłek podczas porodu, który na Poradnik Zdrowie jest dokładnie omówiony. Obraz nawiązuje do wyzwań opieki okołoporodowej.
Autor: gorodenkoff/ Getty Images Rodząca kobieta, wspierana przez partnera trzymającego ją za rękę i położną w masce, doświadcza skurczów. Kobieta ma zaciśnięte usta, co symbolizuje wysiłek podczas porodu, który na Poradnik Zdrowie jest dokładnie omówiony. Obraz nawiązuje do wyzwań opieki okołoporodowej.
  • Od początku roku zamknięto osiem porodówek w Polsce, a kolejnych osiem zawiesiło działalność, co budzi obawy o dostęp do opieki okołoporodowej.
  • Ministerstwo Zdrowia proponuje dwa główne rozwiązania, aby poprawić sytuację: ryczałtowe płatności dla małych oddziałów położniczych oraz wprowadzenie porodów domowych i Domów Narodzin do listy świadczeń refundowanych przez NFZ.
  • Zmiany mają dotyczyć szczególnie regionów, gdzie kobiety mają utrudniony dostęp do najbliższego szpitala z oddziałem ginekologiczno-położniczym.

Porodówki znikają z mapy Polski - co to oznacza dla przyszłych mam?

W Polsce kurczy się sieć oddziałów położniczych. Od początku roku zamknięto osiem porodówek, a działanie kolejnych ośmiu zostało zawieszone. To niepokojące dane przekazane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, które wskazują na kontynuację długotrwałego trendu. Głównym powodem jest demografia - rodzi się coraz mniej dzieci.

Spadająca liczba porodów sprawia, że utrzymywanie oddziałów położniczych staje się ogromnym obciążeniem finansowym dla zadłużonych szpitali, co często prowadzi do ich likwidacji. Konsekwencją tego zjawiska są tzw. białe plamy na mapie Polski - regiony, gdzie kobiety muszą pokonywać duże odległości, aby dotrzeć do najbliższej porodówki.

Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski poinformował, że dotyczy to około 11 tysięcy kobiet w wieku rozrodczym, które mają do najbliższego oddziału ponad godzinę drogi. Stanowi to 0,14 procent Polek w wieku 15-49 lat, a problem ten jest szczególnie widoczny na Podkarpaciu.

5 błędów, których nie można popełnić na porodówce

Dwa filary zmian od Ministerstwa Zdrowia

W odpowiedzi na te wyzwania Ministerstwo Zdrowia przygotowuje rozwiązania mające poprawić dostęp do opieki położniczej. Dwie główne propozycje to:

  • Płacenie ryczałtem za utrzymanie oddziałów, które rocznie przyjmują mniej niż 400 porodów. Dotychczas NFZ rozliczał każdy poród oddzielnie, co było niekorzystne dla mniejszych placówek.

Powyżej liczby 400 porodów rocznie, rozliczenia odbywałyby się według dotychczasowych zasad.

  • Wprowadzenie porodów domowych i Domów Narodzin do koszyka świadczeń gwarantowanych, co oznaczałoby ich finansowanie ze środków publicznych.

Obie te propozycje miałyby być dostępne w regionach, gdzie dojazd do porodówki zajmuje ponad 60 minut.

Ministerstwo podkreśla, że pracuje nad stworzeniem map potrzeb zdrowotnych, które będą zawierały również mapy porodówek. Jako wskaźnik optymalnej opieki przyjęto 700 porodów rocznie - to średnio dwa porody dziennie. Według analiz resortu, placówki przyjmujące taką lub większą liczbę porodów są w stanie zapewnić najwyższą jakość opieki.

Jednak resort zdrowia zdaje sobie sprawę, że w niektórych specyficznych lokalizacjach konieczne będzie utrzymanie oddziałów z mniejszą liczbą porodów, by uniknąć tworzenia kolejnych białych plam. - "Liczba 400 bierze się przede wszystkim z dostępnych analiz. Wiemy dokładnie jaki szpital przeprowadza jaką liczbę procedur, znamy jego położenie geograficzne i ogólnopolską tendencję demograficzną.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że są szpitale, które nie osiągną 700 porodów rocznie, ale ich położenie jest na tyle specyficzne, że ich wykluczenie doprowadziłoby do białej plamy w danym miejscu. Stąd liczba 400" - wyjaśnił wiceminister Tomasz Maciejewski.

Zapewnił również, że propozycje te są szeroko konsultowane z ekspertami, a rekomendacje mają zostać wydane z końcem czerwca, choć ostateczna decyzja o skorzystaniu z nich należeć będzie do zarządzających szpitalami.

Porody domowe i Domy Narodzin: bezpieczeństwo i zadowolenie pacjentek

Druga z propozycji Ministerstwa Zdrowia dotyczy porodów poza szpitalem. Obecnie NFZ nie finansuje porodów domowych, dlatego nie ma również oficjalnych statystyk na ich temat. Wprowadzenie ich do koszyka świadczeń gwarantowanych pozwoliłoby na dostęp do tej formy opieki dla szerszej grupy kobiet. Rozważana jest również opcja utworzenia i finansowania przez NFZ Domów Narodzin. - "Byłyby to domy prowadzone przez położne.

Miałby być umiejscowione w pobliżu oddziału ginekologii planowej. Dawałoby to szansę na dostęp do sali operacyjnej i lekarzy na wypadek komplikacji" - wyjaśnił wiceminister Maciejewski. Podkreślił, że w krajach, gdzie opieka nad porodami jest powierzana położnym, odnotowuje się znacznie mniej cięć cesarskich.

W Polsce niemal połowa porodów odbywa się tą drogą, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje, by odsetek cesarskich cięć nie przekraczał 10-15 procent.

Wiceminister dodał, że porody domowe i w Domach Narodzin są powszechnie dostępne w wielu krajach europejskich, takich jak Holandia, Wielka Brytania, Dania, Niemcy czy Francja. - "Najlepiej rozwinięty system porodów domowych jest w Holandii, gdzie około 13-16 proc. porodów jest przyjmowanych w warunkach domowych" - powiedział Tomasz Maciejewski.

Prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, Joanna Pietrusiewicz, uważa, że obie propozycje są bardzo ważne i potrzebne. - "Od lat postulujemy, żeby porody domowe były opłacane przez NFZ. W tej chwili są one dostępne dla zamożniejszych obywateli" - powiedziała Pietrusiewicz.

Zaznaczyła, że koszty takiego porodu to kilka tysięcy złotych, obejmujące m.in. opiekę położnych. - "Badania pokazują, że poród domowy jest tak samo bezpieczny, jak szpitalny, a kobiety wyżej oceniają satysfakcję z porodu, dlatego że są u siebie w domu i rodzą na swoich warunkach. Oczywiście bardzo ważne jest, żeby towarzyszył kobiecie wykwalifikowany personel, głównie to jest położna" - podkreśliła.

Przygotowania do porodu domowego zaczynają się już na początku ciąży i wymagają dodatkowych badań lekarskich, aby upewnić się, że poród może odbyć się bezpiecznie poza szpitalem.

Domy Narodzin, które od dawna funkcjonują na świecie, np. w Niemczech czy Skandynawii, także są pozytywnie oceniane przez Fundację. - "To bardzo dobre rozwiązanie, szczególnie w miejscach, w których są jeszcze małe oddziały ginekologiczno-położnicze, czy tylko ginekologiczne" - dodała Pietrusiewicz.

Eksperci ostrzegają: potrzebna kompleksowa strategia, nie tylko doraźne działania

Mimo pozytywnych aspektów nowych propozycji, Joanna Pietrusiewicz zaznacza, że nie są one kompletnym rozwiązaniem i potrzeba systemowej reformy poprzedzonej badaniami i analizami. Odniosła się do medialnych zapowiedzi resortu, że w Polsce miałyby pozostać tylko porodówki przyjmujące powyżej 700 porodów rocznie. - "Wtedy zniknie około 80 porodówek w Polsce. Na Podlasiu zostaną tylko w Białymstoku, Łomży i w Suwałkach.

W województwie Świętokrzyskim zostaną tylko w Kielcach. Więc to w ogóle będzie zupełnie inna mapa porodówek" - skomentowała prezeska. Choć nie kwestionuje potrzeby zmian w obliczu nieubłaganej demografii, uważa, że sposób ich przygotowania pozostawia wiele do życzenia. - "Oczekuję opracowanej strategii działania, w której kobiety będą się czuły bezpiecznie, nie będą zaskakiwane coraz to nowymi pomysłami.

Działanie w tym zakresie powinno być zaplanowane, przemyślane i omówione z zaangażowanymi stronami. Teraz czuję się traktowana przedmiotowo, przestawiana jak pionek - ja, kobieta. Pamiętajmy też że, w szpitalach pracują ludzie, oni też muszą wiedzieć jaka przyszłość ich czeka" - zaapelowała Pietrusiewicz. Z podobnymi obawami mierzy się Jacek Walkowski, dyrektor szpitala w Starachowicach, który nie wie, co czeka zarządzaną przez niego porodówkę.

Oddział ten od lat plasuje się wysoko w rankingu "Gdzie Rodzić po Ludzku", a poza Kielcami, przyjmuje najwięcej porodów w województwie. - "Mamy też największy odsetek porodów w znieczuleniu i najniższy odsetek cięć cesarskich. Jesteśmy dobrą porodówką" - podkreślił dyrektor. Mimo to, jego placówka przyjmuje 570 porodów rocznie, co jest poniżej sugerowanej przez resort liczby 700.

Dyrektor Walkowski wystąpił z oficjalnymi pismami do wojewody, centrali NFZ i ministra zdrowia, domagając się jasnych kryteriów. - "My, jako dyrektorzy nie dostajemy żadnych kryteriów. Czy mają być jakieś dodatkowe wytyczne? Czy będą brane pod uwagę zasługi porodówki, na przykład tak jak my jesteśmy liderem"Rodzić po ludzku"? Tego po prostu nie wiemy.

To jest trzymane w tajemnicy i w związku z tym wystąpiłem do wszystkich ważnych graczy o przedstawienie kryteriów wyboru tych porodówek. Musimy być naszykowani, podjąć dalekosiężne działania, albo w stronę zamknięcia sali porodowej, albo w stronę przyjęcia dodatkowej liczby pacjentek" - tłumaczył dyrektor.

Nowe wyzwania i stare problemy: niskie wyceny i perspektywy

Problem niedofinansowania opieki położniczej jest palący. Jacek Walkowski zaznaczył, że przy 570 porodach rocznie szpital każdego roku dokłada do funkcjonowania porodówki około pięciu, lub więcej milionów złotych. - "Porody są tak nisko wycenione, że podejrzewam, że nawet przy tysiącu rocznie się nie opłacają" - powiedział dyrektor.

Zwrócił uwagę na wstępne szacunki AOTMiT (Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji) dotyczące nowej wyceny porodów. - "Procedury położnicze poszły 68 procent w górę. To znaczy, że dzisiaj realnie są one o tyle droższe, czyli od wielu lat kosztowały nas znacznie więcej niż były wycenione. Bo koszty w ciągu jednego roku mogą wzrosnąć o 10 czy 20 proc., ale nie blisko 70.

Czyli co z tymi latami do tyłu, kiedy my musieliśmy te brakujące kwoty dopłacać?" - pytał retorycznie. W związku z planowanymi zmianami, na początku czerwca przy Ministerstwie Zdrowia powołano zespół ds. porodów domowych i Domów Narodzin.

Jego zadaniem jest przygotowanie propozycji systemowych rozwiązań, które zapewnią finansowanie tych usług z publicznych środków oraz określą zasady ich funkcjonowania w sposób gwarantujący bezpieczeństwo matki i dziecka poza szpitalem. Na czele zespołu stoi Grażyna Iwanowicz-Palus, krajowa konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.

Należy wspomnieć, że w obliczu zamykających się porodówek, wcześniejszą propozycją Ministerstwa Zdrowia było tworzenie tzw. pokoi narodzin. Dotychczas z tej możliwości skorzystał tylko jeden szpital - w Wągrowcu w woj. wielkopolskim, gdzie od 1 czerwca działa interwencyjny punkt położniczy.

Jest on przeznaczony dla szpitali oddalonych o ponad 25 km od najbliższego oddziału położniczo-ginekologicznego, a porody odbywają się tam pod opieką położnej. Trend spadkowy liczby porodówek jest widoczny od lat: w 2010 roku było ich 406, w listopadzie 2015 roku - 305. W obecnym roku NFZ otrzymał informacje o porodach z 283 oddziałów ginekologiczno-położniczych.

To konsekwencja drastycznego spadku liczby urodzeń w Polsce: w 2025 roku urodziło się 238 tysięcy dzieci, rok wcześniej prawie 252 tysiące, w 2023 roku - 272 tysiące, a w 2022 roku - 305 tysięcy. Dla porównania, w szczycie wyżu demograficznego w latach 80. rodziło się w Polsce ponad 700 tysięcy dzieci rocznie.

SuperZdrowi
Choroba serca ukryta w genach. Dlaczego testy genetyczne są przyszłością kardiologii? SuperZdrowi