- Polskie szpitale stoją w obliczu gigantycznego kryzysu finansowego, który może zagrozić ich dalszemu funkcjonowaniu.
- Całkowite zadłużenie placówek medycznych przekroczyło już 37 miliardów złotych, a przeterminowane długi rosną w alarmującym tempie.
- Problem pogłębiają dodatkowe opłaty za opóźnienia w płatnościach, które sprawiają, że szpitale wpadają w spiralę niemożliwego do spłacenia długu.
Miliardowe długi i widmo upadku. Jaka jest skala problemu?
Polskie szpitale, będące filarem naszej opieki zdrowotnej, znalazły się na skraju przepaści finansowej. Jak alarmuje "Rzeczpospolita", ich łączne zadłużenie przekroczyło już pod koniec marca oszałamiającą kwotę 37 miliardów złotych. To nie tylko abstrakcyjna liczba - to realne zagrożenie dla ich stabilności i zdolności do leczenia pacjentów.
Co więcej, zobowiązania wymagalne, czyli długi, których termin spłaty minął, wzrosły do ponad 5 miliardów złotych. Te liczby, choć ogromne, według dyrektorów placówek nie oddają w pełni skali dramatu. Sytuację pogarsza mechanizm, który sprawia, że szpitale wpadają w spiralę niemożliwego do uregulowania długu, nawet bez rosnących odsetek.
Kary za opóźnienia: cichy zabójca szpitalnego budżetu
Gazeta zauważa, że niespłacone długi rosną same z siebie, i to nie tylko z powodu odsetek. Kluczową rolę odgrywają tu wymogi ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych. Przepisy te wprowadzają stałą rekompensatę za koszty windykacji, czyli opłaty za dochodzenie zaległych należności, które są naliczane do każdej faktury.
To znaczy, że szpitale, które mają problemy z płynnością finansową i opóźniają płatności, są dodatkowo obciążane z powodu samego faktu spóźnienia.
Wysokość tych opłat zależy od kwoty faktury:
- za faktury do 5 tysięcy złotych naliczane jest 40 euro,
- za faktury od 5 do 50 tysięcy złotych - 70 euro,
- a za faktury powyżej 50 tysięcy złotych - aż 100 euro.
Dyrektorzy alarmują: to za mało, żeby wyjść z pułapki
Taki system prowadzi do tego, że placówki medyczne, zamiast skupić się na leczeniu pacjentów, muszą mierzyć się z coraz większymi obciążeniami, wynikającymi z samej konieczności opóźnień. Jak cytuje "Rzeczpospolita", jeden z dyrektorów szpitala powiedział:
- Za każdą opóźnioną, nieopłaconą fakturę jesteśmy obciążani dodatkowo. Do 5 tys. zł to 40 euro, od 5 do 50 tys. zł - 70 euro i powyżej - 100 euro. Z takich długów się nie wychodzi.
Zdaniem dyrektorów placówek, w tej sytuacji samo ograniczenie zarobków lekarzy to zdecydowanie za mało, aby wyciągnąć szpitale z finansowej zapaści.